Letni Chłodnik // Summer Chilled Soup
// polski
(read in english below)
to mój czwarty post w tym miesiącu (wypada, że piszę raz na tydzień) - bardzo mnie to dołuje :( chciałabym zatrzymać czas albo chociaż go spowolnić, by móc w ciągu dnia zrobić wszystko co sobie zaplanowałam i pisać na blogu codziennie (no dobra, przynajmniej co 3 dzień). ale się nie da, roboty w brut, plany mam wielkie, marzenia jeszcze większe, a czasu ciągle mało... nie mogę uwierzyć, że już lato i wakacje, pytam się: kiedy? kiedy to się stało? mój ogródek pełen truskawek, agrestu, groszku, jest też botwinka, szczypior i koperek... samo to wyrosło kiedy ja w domu szalałam z innymi projektami - i znowu pytam: kiedy? kiedy to wyrosło?
myślę, że już nie długo będę mogła wam powiedzieć dlaczego jestem taka zajęta :) to dobra wiadomość, więc spokojnie... ale tymczasem piszę dzisiaj czwarty, "wstydliwy" raz w tym miesiącu, bo na szczęście znalazłam go chwilę. wykorzystałam ostatnio skarby z ogrodu w mojej kuchni... no i powstał letni chłodnik. uwielbiam ten przepis mojej mamy, mogłabym go jeść codziennie. a ponieważ na blogu piszę tylko przepisy, które uwielbiam i są moimi perełkami - pora na podzielenie się i tym.
// english
it is my fourth post this month (looks like I am writing one post a week) - it makes me so sad :( i wish i could stop the time or at least slow it a bit to be able to finish all my planned errands during a day and write on the blog each day (ok, at least once every three day). but this is impossible, there always so much to do, my plans are always too big, dreams even bigger and time is slipping away... i cannot believe it is summer already and i have to ask: when? when did this happen? my garden is now full of strawberries, gooseberries, peas, beetroots, chive and dill.... it all grew by itself when I was running my little projects in the house - so i ask again: when? when did my garden grow?
very soon from now, i hope i will be able to finally tell you why i am so busy :) this is a good news, so not too worried... in the meantime I am writing this fourth and embarrassing time this month as finally i have a sec. i used my garden treasures recently to cook something in my lovely kitchen... and i created summer chilled soup. i love it so, so much i could eat it every day. and because i only put my favourite recipes on the blog, this one was a "must-write" - let's share it. enjoy.
// polski
składniki (duża porcja zupy na 6-8 os.):
0,5l wody,
przyprawa do zupy, jak kostka knorra albo kucharek. ja polecam telofix (jest to trochę zdrowsza wersja tego rodzaju przypraw),
pęczek botwinki (liście i buraczki),
2 pęczki rzodkiewek,
4 ogórki,
4 duże 500g kefiry (lub jogurty naturalne)
pęczek szczypiorku,
8 ugotowane jajka,
koperek tylko do smaku.
przygotowanie:
posiekaj całą botwinkę bardzo drobno, liście i buraczki.
ugotuj całą botwinkę w 0,5l wody razem z przyprawą do zupy - gotuj ok.10min, aby powstał wywar.
ostudź zupę i przechowaj w lodówce, aż do momentu przygotowania zupy przed podaniem (min. 1h).
przygotuj zupę tuż przed podaniem ze schłodzonych składników.
rzodkiewkę posiekaj na tarce z grubymi oczkami.
ogórek pokrój drobno w kosteczkę.
szczypiorek posiekaj drobno.
do zimnego wywaru wrzuć: rzodkiewkę, ogórek i szczypiorek.
wlej kefir i całość wymieszaj.
podawaj z jajkiem i szczyptą koperku do smaku.
// english
ingredients (big portion of soup for 6-8 persons):
0,5l water,
soup spicing like Knorr cubes. I use Telofix - more healthy this type of spice.
bunch of young beetroot (leaves and beet),
2 bunches of radish,
4 cucumbers,
4 big 500g kefir or yoghurts,
bunch of chive,
8 boiled eggs,
dill for decoration.
how to make it:
chop finely beetroot (leaves and beet).
boil beetroot in the 0,5l of water with soup spice for about 10mins to get decoction.
cool the soup and store in the fridge till you start final preparation before serving the soup (min. 1h)
prepare soup just before serving from chilled ingredients.
grate radish on big whole grate.
dice cucumber.
chop finely chive.
put radish, cucumber and chive in to the chilled soup.
pour kefir and mix all together.
serve with boiled egg and pinch of dill to taste.
wczoraj zaszalałam, a co tam :) dawno przepisu (tutaj jest cała zakładka) nie było na blogu, więc się poprawiam.
szybko dzisiaj wstawiam nowy przepis, bo borówki w sklepach się kończą, a akurat w lidlu całkiem tanie i dobre sprzedają. czuje ostatnie powiewy lata w tym torcie, a że dzisiaj pierwszy dzień września i wszystkie dzieci biało-granatowe to i się kolorystycznie w ten dzień wpisuje. poza tym taki tort z okazji pierwszego dnia szkoły się każdemu należy. Mr M, Gabi i teściowie byli wczoraj zachwyceni, choć żadne z nas do szkoły dzisiaj nie idzie ;) smacznego!
to mój czwarty post w tym miesiącu (wypada, że piszę raz na tydzień) - bardzo mnie to dołuje :( chciałabym zatrzymać czas albo chociaż go spowolnić, by móc w ciągu dnia zrobić wszystko co sobie zaplanowałam i pisać na blogu codziennie (no dobra, przynajmniej co 3 dzień). ale się nie da, roboty w brut, plany mam wielkie, marzenia jeszcze większe, a czasu ciągle mało... nie mogę uwierzyć, że już lato i wakacje, pytam się: kiedy? kiedy to się stało? mój ogródek pełen truskawek, agrestu, groszku, jest też botwinka, szczypior i koperek... samo to wyrosło kiedy ja w domu szalałam z innymi projektami - i znowu pytam: kiedy? kiedy to wyrosło?
Uwielbiam makarony! To po prostu niesamowite jak wiele ich rodzajów możemy dzisiaj kupić, farfalle, fusilli, pipe rigate, treccine… i te wspaniałe nazwy i kształty :) po prostu niesamowite!
Dzisiaj znalazłam trochę makaronu tagiatelle w moim magicznym kuchennym kartonie i zdecydowałam, że muszę go użyć. Tym bardziej, że w lodówce odkryłam szpinak, oliwki i ser feta. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie połączyć wszystkich tych składników razem i nie zaserwować na dzisiejszym obiad. Mój kochany mąż był bardzo zadowolony :)
Pamiętacie szyszki z dzieciństwa? Bardzo popularne na Krupówkach w Zakopanem!!! Kiedy byłam dzieckiem, każde ferie zimowe spędzałam w tym pięknym mieście (jako harcerka). Podróżowaliśmy tam pociągiem (aż 18h ze Szczecina) i nie pamiętam jak to możliwe, ale upychali 12-cioro dzieci do jednego 8 osobowego przedziału. Ale był ubaw :) Przewieszaliśmy linę pomiędzy pułkami na bagaże tworząc coś w rodzaju hamaka, kładliśmy na to duży dmuchany materac i trójka może nawet czwórka dzieciaków spało u góry :) Pozostali na dolnym poziomie, układali wszystkie bagaże pomiędzy siedzeniami, okrywali to kocami i leżakowali całą podróż :) jak oni (dorośli) nam na to pozwalali, tego nie wiem. Ale było mega! Moje drugie ulubione wspomnienie z tych wypraw feriowych, to szyszki z Krupówek.
Jest wiele przepisów na ciasto marchewkowe i muszę przyznać, że lubię prawie wszystkie. Ale jest jeden, który stał się niezwykle popularny w mojej rodzinie i wśród moich znajomych tego lata. Tak więc odpowiadając na wysokie zapotrzebowanie na ten przepis, muszę go dzisiaj umieścić na blogu :)
W dzieciństwie lubiłam gotować. No może nie koniecznie można było nazwać to gotowaniem, ale kuchnia była przyjaznym dla mnie miejscem. Pamiętam jak stałam przy blacie i przygotowywałam wszystkie składniki w ładnych miseczkach, wykładałam sztućce, deskę do krojenia, wszystko co było potrzebne – tak jak w programach kulinarnych :) No i oczywiście opowiadałam moim ‘widzom’ co dzisiaj będę przygotowywać, co robimy po kolei, jakich składników będą potrzebować. Wszystko oczywiście z odpowiednią prezentacją, w najlepszym fartuchu mojej mamy :) to były fajne czasy, jak widać coś mi z nich pozostało.
Banany są dziwne – jedni je kochają, inni nie znoszą… jedni jedzą świeże i zielone, inni tylko te przejrzałe i już brązowe… inni jedzą tylko świeże, a jeszcze inni tylko smażone :) Ja też mam swoje preferencje: jak banan świeży to tylko zielony, jak banan pieczony to już taki przejrzały :) A wy jak macie?
Uwielbiam wszelkiego rodzaju mączne potrawy. Bardzo lubię ich smak a dodatkowym atutem jest to, że można przygotować ich więcej i po prostu zamrozić! Tak właśnie zrobiłam z prezentowanymi dzisiaj kopytkami – w zamrażarce zawsze znajdę coś na czarną godzinę :) Jeśli kopytka zostaną wam na następny dzień, dobrym rozwiązaniem jest wówczas pokrojenie ich na jeszcze mniejsze kawałki i podsmażenie z kiełbaską lub podanie z masłem i cukrem.
Ale to nie jest jedynie chleb dla leniwych, nie martwcie się! ;) Czasami po prostu nie mamy czasu, żeby przygotowywać jakieś wymyślne bochenki, czasem chcemy zrobić po prostu coś pysznego i zdrowego, co kocha cała rodzina. I to jest właśnie taki chleb. Możesz go zrobić używając produktów, które tak naprawdę zawsze masz w domu, możesz użyć miksera, a w międzyczasie pomalować paznokcie :)
Jeśli szukasz pomysłu na weekendowe ciasto, to ta propozycja będzie idealna :) Mogę powiedzieć, że jest to jedno z ulubionych ciast mojej rodziny – w ostatnich dwóch tygodniach zrobiłam je trzy razy! Wypróbuj je również na swoich bliskich ;)
Nasiona słonecznika czy dyni są pełne różnego rodzaju witamin, minerałów i białka. Dobrze jest dodawać je do musli, sałatek albo po prostu zajadać przed telewizorem ;) Jest jednak wiele ciekawych przepisów, w których możecie wykorzystać te nasionka.
Ja przygotowałam dzisiaj pasztet z pestek słonecznika, który możecie znaleźć na stronie internetowej mojej koleżanki :) Jest naprawdę pyszny, łatwy w rozsmarowywaniu, delikatny. Możesz podawać go kładąc na kanapce plasterek pomidora, ogórka albo jakiegoś innego warzywka.
Ludzie w Polsce często jedzą te same posiłki na obiad – ziemniaki, trochę sałatki i mięsny kotlet. Czasami robimy też zupę lub makaron, ale zawsze wiemy co może zagościć na naszym talerzu. Tak samo jest w mojej rodzinie, ale odkąd wyszłam za mąż nabrałam ochoty na przygotowywanie czegoś innego, czegoś czego nigdy nie próbowałam, czegoś innego od tradycyjnej polskiej kuchni.
Na spotkania rodzinne zawsze staram się przygotować coś pysznego. Moja Babcia, u której zwykle odbywają się takie zloty ma już 83 lata i nie dałaby rady przygotować wszystkiego sama, tak jak kiedyś. Przychodzę do niej wcześniej, pomagam ustawić stoły, krzesła, udekorować wszystko i po prostu pobyć z nią zanim zacznie się ten cały harmider, który z resztą kocham :)
Przedstawiam Wam moją wersję czekoladowca z orzechami nerkowca.
Mam ten przepis odkąd pamiętam i tym razem jest to MÓJ ulubiony przepis. Powstał przez przypadek, kiedy robiłam ciasto z przepisu Anny Olsen i pomyliłam całkowicie składniki. W ten sposób powstał mój własny i autorski przepis, dlatego mogę śmiało nazwać to ciasto swoim imieniem :)
Dzisiaj stwierdziłam, że przygotuję coś z jajek. Podczas Wielkanocy ludzie jedzą je w olbrzymich ilościach, więc chciałabym zaprezentować Wam jak łatwo zrobić nadziewane jajka. Myślę, że jest to przekąska popularna w wielu polskich domach, ale może jest ktoś kto jeszcze nigdy o niej nie słyszał :)
Na dzisiaj proponuję kotleciki z warzyw. Głównym składnikiem jakiego będziecie potrzebować jest seler :) Jest to dobry pomysł jeśli nie macie zbyt wiele czasu a chcecie przygotować pyszny i zdrowy obiad dla swojej rodziny. Dzieci nie zawsze przepadają za warzywami, ale jeśli zrobisz takie kotleciki to możliwe, że da się je przemycić :)
jak ja dawno przepisu na bloga nie wstawiałam :) brakuje mi czasem tego, a wam? pamiętam jak na początku istnienia bloga przepisy były głównym tematem tutaj... pewnie dlatego, że na początku miało być tutaj inaczej. ale piękne jest to jak blog mnie zmienia, a ja się poddaję, i on tworzy się sam. tak więc przepisy są już tutaj rzadkością, choć jak wstawię coś, to mogę wam przysięgnąć, że jest to mój wypróbowany i ulubiony przepis. innych by mi się wstawiać po prostu nie chciało. w tamtym tygodniu była okazja by odświeżyć stary przepis na sernik złota rosa. udał się jak nigdy, więc całe szczęście, że się dwa kawałki do zdjęć ostały :) pocelam wam... może właśnie na zbliżające się święta :) smacznego