• Instagram • #2
// polski
(read in english below)
dzisiaj spędziłam ostatnią noc w moim "starym" domu. trudno uwierzyć, że to prawda. nie dociera to do mnie w ogóle. chyba dopiero dzisiejsza noc poza domem u teściów uświadomi mi co się dzieje. co prawa jeszcze dwa tygodnie będziemy wyprowadzać z domu meble, ale oficjalnego spania w naszej sypialni, w naszym łóżku już nie będzie. nie będzie też już śniadania we troje w tym miejscu i tego ogrodu, nie będzie tej sofy, tego biurka w tym pokoju i tej gabi w tym łóżeczku... będzie nowe, nieznane, ekscytujące, większe, piękniejsze i nasze od a do z... ach nie mogę się doczekać!
a przez ostatni miesiąc na instagramie można było podejrzeć co się u nas działo w starym HOUSE LOVES... jakby nie patrzeć nie za dużo tutaj tego naszego pakowania i przeprowadzek :) mówiłam już (tutaj), że jakoś tego nie odczuwam! jak wspominam to działo się wiele: pakowanie, wyprzedażowe zakupy słomek, spotkanie z koleżankami na ogrodzie, nowy aparat, pierwsze prace 'budowlane' na nowej działce, wypady nad morze, dekoracja ślubu, house tour domu, babcia za laptopem, 7 rocznica ślubu i kochana Gabi, nasz aniołek w samy środku wszystkiego...kto śledził?
// english
today we slept last time in our 'old' house. i cannot believe this is really true. it doesn't get to me. maybe this night in different place, away from home, will get to my head. for next two weeks we will still move furniture from the house, yet we will not live there anymore. there will be no official sleeping in the bedroom, no bed at all, no breakfast for three of us at the table, no the garden, nor the sofa, nor the desk in the room and no gabi in the cot... there will only be new, unknown, exciting, bigger, more beautiful and ours from a to z... i cannot wait for it!
yet, last month there was lots going on at our old HOUSE LOVES - you could see it on instagram... and looking at this, it seams there was not a lot of packing and moving :) i talked about that before (here)! but good memories were born: sale on straws, packing, meeting with friends in the garden, new camera, doing first 'construction' works on the new plot, decorating wedding, seaside getaway, grandma behind the notebook, house tour on the blog, 7th anniversary and lovely GABI in the middle of this, our angel...did you follow?
cześć, nazywam się karolina i to ja od 3 lat prowadzę bloga HOUSE LOVES. kocham blogowanie, kocham dzielenie się wiedzą i cieszę się, że tak wiele osób może z tego korzystać. dzisiaj chciałabym opowiedzieć wam trochę o sobie. poniekąd już mnie znacie, widzicie co mi się podoba, kim jestem, co mnie inspiruje, co tworzę i jak mieszkam... ale czy na pewno mnie znacie? :)
miałam dzisiaj pisać o tym, gdzie kupić tanią wannę wolnostojącą i jak nie zubożeć wybierając do niej armaturę wolnostojącą :) no, ale wczoraj nagle dzwonek "drin" w komórce i wiadomość "zaproszenie" przyszło do mnie od Izy i Lu, bym wpadała do nich za tydzień na BLOGGERS PHOTO MEETING, bo się miejsce zwolniło :)
w house loves nie zawsze jest tak pięknie i kolorowo jak na zdjęciach. często czytam, że mamy pięknie, że cudnie, że wspaniale, że wow, że jak to możliwe, że tak szybko, że kiedy my to tak wszystko...
no i zgłosiłam bloga do konkursu. matko i córko! jak się długo zastanawiałam... bo w sumie po co? czemu? kto będzie głosować? ludzie mają inne rzeczy na głowie niż mój udział w konkursie...
ale ...
pewnie każdy ma różne powody, dlaczego bierze udział w konkursie BLOG ROKU, ale ja - to w sumie - dlatego, że po prostu chciałabym pisać dla jeszcze szerszego grona. wy jesteście kochani i cudowni i każdego cenię. ale po prostu chciałabym zarażać wszystkie polki (bo w sumie nie ukrywajmy, że 99% czytelników mojego bloga, to kobiety) miłością do wnętrz, dekoracji domu i organizacji życia ;) im więcej osób czyta, tym więcej się zaraża. a ten największy w polsce konkurs blogowy może właśnie to zapewnić. marzy mi się!
to zdjęcia, które zrobiłam w tę sobotę po południu, wracając do domu z miasta. tak! w szczecinie w końcu spadł śnieg i - można powiedzieć, że przyszła zima. co prawda śnieg przetrwał tylko do niedzieli wieczór, ale udało się ulepić bałwana, pojechać na sanki, no i dzisiaj znowu śnieży :) więc chyba można powiedzieć, że zima się w końcu u nas zaczęła. no i muszę dodać, że wygląda pięknie...
kochani, od świąt mogliście obserwować (owianą nie co nutką tajemnicy) organizowaną przeze mnie zabawę SANTA BLOGGER, w której bierze udział 20 cudownych dziewczyn, blogerek wnętrzarskich, no i ja. dzisiaj mamy jej finał :) dzisiaj chcę wam pokazać KIM SĄ SANTA BLOGGER na prawdę. chcę, abyście poznali SANTA BLOGGERki osobiście. ja bardzo cenię ich blogi i jeśli zaglądacie do mnie to jestem przekonana, że spodoba się wam również u nich. dla mnie to niesamowite kobiety, pełne pasji i kreatywności, dziewczyny pełne energii, wielkiej wyobraźni i z niewyczerpanymi pokładami pomysłów na życie, oddane misji upiększania nie tylko własnych domów, ale także świata, oddane blogowaniu tak bardzo, że zarywają nie jedną noc by przez ekran docierać ze swoim pięknem do waszych domów i chyba przede wszystkich niesamowicie zajęte osóbki, chorujące na nieuleczalną chorobę braku czasu :)
każda z nich poświęciła kilka godzin ze swojego "braku czasu", aby przygotować prezenty dla innych. prezenty, które odzwierciedlają właśnie to kim są lub/i to o czym piszą na swoich blogach. do tego umówiłyśmy się, że prezenty powinny być raczej skromne ze względu na ilość osób biorących udział w zabawie :) paczki właśnie dotarły do wszystkich, więc mogę zacząć wam przedstawiać dziewczyny i ich pomysły.
zabawa w santa blogger, którą organizuje, rozkręciła się właśnie na całego. bloggerki biorące udział w zabawie uchylają na swoich blogach i na instagramie rąbka tajemnicy i pokazują jakie paczki przygotowały - sami zobaczcie :) dziewczyny wykazały się nie złą inwencją twórczą w pakowaniu prezentów.
co za szal-ciał. jakaś totalna masakra. tyle się teraz dzieje, że człowiek na prawdę tęskni za spokojem, wolnym czasem i wspólnie spędzonymi z rodziną chwilami. ja przynajmniej bardzo. na szczęście wszystko co się dzieje daje mi też radość, więc nie jest źle. a dzieje się wiele i o tym dzisiaj:
witam uczestniczki SANTA BLOGGER
(przepraszam, że dzisiaj tak personalnie - wybaczycie ten jeden raz pozostali poczytacie? :) )
na początku moje podziękowania : ) bardzo jestem wam wdzięczna za udział w SANTA BLOGGER. pewnie wiecie, że bardzo się cieszę, że bawimy się razem. nie spodziewałam się takiego cudnego składu i takiego zainteresowania. wiem, że akcja wyjdzie świetnie, bo po prostu wszystkie jesteście cudne ; ) (hihi, nie słodzę, takie myśli mi po prostu do głowy przychodzą).
nie mogę się doczekać rezultatów naszej zabawy i tego co tam sprytnego wymyślicie. wiem, że nie macie za dużo czasu w tym okresie świątecznym, więc tym bardziej doceniam wasz udział.
zapraszam was na SANTA BLOGGER
organizuję tą blogową akcję, w tym roku po raz pierwszy, z nadzieją, że się spodoba i przyjmie.
w SANTA BLOGGER bierze udział kilka wnętrzarskich polskich blogerek (zapewniam, że z własnej nieprzymuszonej woli): dziewczyn z pasją i pomysłem; dziewczyn, którym ciągle brakuje czasu, ale kochają i nie przestają blogować o wnętrzach, swoich domach i swoim życiu; no i wreszcie dziewczyn, których blogi są jedną wielką inspiracją, a domy odzwierciedleniem ich samych...
pamiętacie jak wam ostatnio pisałam o mojej liście prezentów? nawet miałam dla was grafikę, która pomaga zaplanować kupno prezentów... no i wszystko super, gdyby nie fakt, że oprócz tabelki trzeba mieć jeszcze pomysł na prezent :) nie?
dzisiaj chciałam wam powiedzieć o mojej szybkiej metodzie wyboru prezentów dla bliskich. metoda jest prosta - jest nią sklep dawanda.pl :)
jest cichy wieczór, siedzę przed komputerem z perspektywą wczesnego położenia się spać (wielka rzadkość u mnie), jestem już w piżamie, odpoczywam i wspominam sobie dzisiejszy cudny dzień…
jakiś czas temu zostałam wywołana do odpowiedzi :) dyskusja dotyczyła rozbieżności między tematem utrzymywania czystości w domu, pięknych zdjęć na blogu - a rzeczywistością. rozmawialiśmy o tym, czy można mieszkać pięknie, stylowo oraz ładnie, a do tego z małym dzieckiem u boku, pracą i mnóstwem obowiązków. czy można być jeszcze do tego szczęśliwą? i jak to możliwe, że na moich zdjęciach HOUSE TOUR dom lśni i wszystko zawsze jest na swoim miejscu? a gdzie jest bałagan dnia codziennego? gdzie są brzydkie kolorowe zabawki dziecka, gdzie "życie"? ... pytania nie były zarzutem, raczej formą szukania odpowiedzi... bardzo mi się miło wtedy rozmawiało i obiecałam, że napiszę coś więcej na ten temat u siebie na blogu... bo już nieraz słyszałam takie pytania i widzę, że szukacie odpowiedzi :)
dzieńdoberek moje wróbelki : ) tak zawsze z rana mówiła moja babcia, kiedy u niej spałam za młodu. i was tak cudnie dzisiaj witam, bo mam bardzo dobry humor. wczoraj otworzyłam najnowszy numer czasopisma ‘czas na wnętrze’ i moje oczka się zaświeciły. po raz drugi jestem w kolumnie HIPER BLOGI – to dział na końcu gazety, poświęcony designersko-wnętrzarskiej blogosferze, w której iza zięba wybiera rodzynki z blogosfery z najlepszymi w danym miesiącu inspiracjami. bycie na łamach gazety, to ogromna dla mnie radość i poniekąd rodzaj zapłaty za to, ile czasu i serca wkładam w bloga. gorąco dziękuję izie, że się do mnie zgłosiła po raz drugi. bardzo dziękuję.
kiedy zaczynałam pisać bloga dwa lata temu bardzo cieszyłam się, że blogi wnętrzarskie są pozytywne, a relacje między blogerami przyjacielskie. nie podobało mi się, że faszonistki czy blogerki mamusie tak ze sobą rywalizują i obwieszczają to całemu światu wszem i wobec. negatywne słowa, nie miła atmosfera i bronienie swoich racji nie jest moim ulubionym tematem postów. poczytując blogi o dekoracji domów w polskiej blogosferze zauważyłam inną tendencję: wsparcie, zrozumienie i szacunek – mimo różnic. to samo zaobserwowałam na blogach zagranicznych i odczułam, że chcę być częścią tej społeczności, że mam też coś do powiedzenia i zaoferowania. niestety czasy się zmieniają, a szkoda. jest co raz więcej blogów wnętrzarskich, a więc i trudniej jest się wybić, niestety też częściej blogerki zaczynają pisać o sobie na wzajem, a to nie wróży nic dobrego.
i am so, so, so, sorry to announce that i am forced to STOP WRITING my blog post IN ENGLISH for now.
believe me, this was a very hard decision for me and i know it will be a shocker for you. i hope you could understand me and forgive me. i have been dwelling on this for months... the reason is simple: time consumption. i simply have too much going on to be able spend double time writing posts (in polish and english).
but i want to tell you that whenever possible i will write at least a short story of what i am talking about in english - look for it at the bottom of each post. and please ask questions in the comments if you want to know more about anything i will be writing in polish.
jedziemy na wakacje :) niestety tylko na tydzień ;(
informuję , że HOUSE LOVES w osobie mojej, Mr M i Gabi właśnie jedzie do poznania na lotnisko, aby wyruszyć w podróż w nieznane, tzn. do grecji :) na wyspę zakynthos. bardzo się cieszymy i nie możemy się doczekać, bo należą nam się te wakacje bardzo...czekaliśmy na nie dwa lata :) a może i więcej! wolę nie liczyć... zarzucam więc tablety uspokajające na przelot samolotem i grecjo: przybywam!
co robi amator fotografii jak dostanie nowy aparat? oczywiście to pytanie retoryczne! dlatego właśnie wczoraj odwiedzając naszą nową działkę, na której powstaje nowy dom HOUSE LOVES, gdzie trawa (czytaj chaszcze) opanowały każdy kąt, gdzie brudna ziemia tu i ówdzie brudzi moje piękne landrynkowo różowe crocsy, gdzie powalone krzaki rysują mi łydki, a pająki wiszą na pajęczynach w każdym rogu - odnalazłam jej ukryte piękno. pocieszyło mnie to trochę :) bo w sumie, jak widać na załączonym obrazku, wcale ten mój nowy "ogród" nie jest taki brzydki, hihi.
kiedy powiedziałam wam, że HOUSE LOVES się wyprowadza, wiele osób pytało: czemu się wyprowadzamy, przecież mamy taki wychuchany dom? gdzie się wyprowadzamy? czy to koniec z HOUSE LOVES? o czym będę pisać na blogu? kiedy pokażę nowy dom :) ? a ponieważ nie ma tutaj żadnej tajemnicy i na blogu właśnie piszę o moim domu, to myślę, że należy się wam wytłumaczenie.
Piszę do Was dzisiaj bardzo prywatnie. Właściwie to nie wiem od czego zacząć i chyba się nie będę rozpisywać, ale chcę Was, moi drodzy i wierni czytelnicy, po prostu bardzo przeprosić.