House Tour: Sypialnia // Bedroom
//polski
(read in english below)
jestem dzisiaj na chwilę :)
no i najpierw bardzo wam dziękuję za super reakcję na mojego ostatniego posta (o tym jak dekorować stół). jesteście wielcy :)
a teraz zapraszam do mojej sypialni z pierwszego HOUSE LOVES - tylko nie pakować mi się do łóżka ;) to jest pokój, którego nie zmieniałam odkąd wprowadziliśmy się 3,5 roku temu. już miałam wizję małej metamorfozy, ale się nie doczekałam. oglądajcie sobie, proszę bardzo, a ja znikam projektować plakaty i bilety (taka moja dodatkowa praca). aha, chyba pierwszy raz pokazuję na blogu Mr M i normalnie tego bym nie zrobiła, ale to kara za to, że powiesił mi nad głową to zdjęcie z sesji ciążowej i takim to sposobem, druga ciąża wisiała nade mną kilka lat - na szczęście się uchroniłam ;)
// english
i pop in for sec today :)
and first of all, i need to thank you for such a lovely reaction to my last post (how to decorate the table). you are awesome :)
and now you are welcome in my bedroom from our first HOUSE LOVES - please do not go to bed ;) this room wasn't changed a bit since we moved in 3,5 years go. i already had some small re-do in mind but now it's too late. so please enjoy photos below and i am off to work designing some posters and tickets. oh and yes, this is a first time you see Mr M on this blog and normally i wouldn't reveal his face but this is a punishment for hanging this picture above my head from our pregnancy photo shoot. by doing this he basically left second pregnancy hanging above my head - thank god i flee ;)
to już przedostatni post z serii HOUSE TOUR. nie wiem czy bardziej robię te wpisy dla was czy dla siebie :) jedno jest pewne: pamiątkę będę miała.
ogród w pierwszym domu był dość mały, ale i tak dawał dużo możliwości. pokazywałam wam już domek dla Gabi (tutaj). był on miniaturą domku ogrodowego, który stał na końcu ogrodu (zdjęcie powyżej). jako pasjonaci drewnianych budowli ogrodowych mieliśmy też zadaszenie połowy tarasu wykonane w podobnym stylu (zdjęcia poniżej).
widzę, że monochromatyczne aranżacje przypadły wam do gustu :) i wrześniowa RODZINNA ORGANIZACJA robi furorę :) tyle odsłon bloga co wczoraj przez jeden dzień to ja jeszcze nie miałam! WoW! dziękuję. fajnie, że jesteście.
a dzisiaj post z serii HOUSE TOUR. to nie ostatni post z tej serii, bo będzie jeszcze ogród i dom na zewnątrz, w następnym tygodniu. ale skoro monochromatyczność się podoba, no to odświeżam dzisiaj waszą pamięć i prezentuję ostatnie już wnętrze mojego pierwszego domu: SPIŻARNIO-PRALNIA aka gospodarczy.
no i najpierw bardzo wam dziękuję za super reakcję na mojego ostatniego posta (o tym jak dekorować stół). jesteście wielcy :)
a teraz zapraszam do mojej sypialni z pierwszego HOUSE LOVES - tylko nie pakować mi się do łóżka ;)
długo się zastanawiałam: pokazać kibel, czy go nie pokazać? w sumie to ładne miejsce, ale czy na prawdę wszyscy lubią patrzeć, tam gdzie człowiek gołą pupą siada? ;) no ale tyle jest pięknych inspiracji łazienek w necie, które sprawiają, że człowiek może sobie potem podobnie w wychodku zrobić - no to w sumie, czego tu się wstydzić :)
przedstawiam pokój mojej 3 letniej córki, gabrieli - ach, nie, przepraszam, jak to mówi moja córka: gabrieli karoliny zagrodzkiej :) (pphhhh, arystokratka się znalazła). ten pokój jest sumą przypadków. w oryginale miał być miętowy, ale jakoś dobrana tapeta okazała się bardziej niebieska niż miętowa. potem okazało się, że do siódmego miesiąca ciąży, właściwie nikt nie mógł nam powiedzieć czy to będzie chłopiec, czy dziewczynka.
pewnie niektórzy pamiętają metamorfozę tego salonu (tutaj). zmieniłam wtedy zieleń oliwkową na biały i całkiem nieźle to wyszło. po odnowieniu tego pokoju pokochałam go na nowo. a ten pokój był jednocześnie salonem i jadalnią, więc się tu czasu trochę spędzało. wydaje mi się, że lepiej prezentuje się w rzeczywistości niż na tych zdjęciach, ale jedno jest pewne - był też galerią moich wszystkich zdobyczy sklepowych. na każdym kroku jakaś ozdoba.... za dużo??? może, ale nadawało to charakteru temu miejscu. mojego charakteru :)
nie było mnie tydzień choć plan był inny... miałam pisać mimo wakacji nad jeziorem, ale niestety, nad jeziorem net się zblokował i nie dało rady nic pisać... teraz, dość wypoczęta wracam do was pełna energii i uśmiechu. Bez worków pod oczami (do czasu, bo właśnie jest 1:05 w nocy i zamiast spać, ja tutaj piszę) i opalenizną oliwkową :) ach no i nową fryzką (widzieliście na insta?)
zakańczając mój HOUSE TOUR pokażę wam dzisiaj dom z zewnątrz. pewnie się bardzo zdziwicie! raz, że elewacja domu, w ogóle nie pasuje do wnętrza jakie prezentował mój pierwszy HOUSE LOVES (ale nie miałam wpływu na jego wybór), a dwa, że dom jest usytuowany w dość nie typowy sposób. jeśli się dobrze przejrzyście, to dom stoi jakby bokiem do drogi. wejście wzdłuż bocznej granicy działki. z przodu jest mały podjazd do garażu, a z boku długa dróżka, która prowadził do głównych drzwi.