HOUSE LOVES

View Original

Projekt BLUEWOOD- Remontowe Dylematy

Prace wykończeniowe, a zwłaszcza remontowe, zawsze niosą ze sobą niespodzianki. Dzisiaj przeczytacie o tym, dlaczego w projekcie BLUEWOOD nie udało się uratować starego bukowego parkietu, co poszło nie tak z wyborem wkładu kominka oraz obejrzycie fotorelacje z naszego placu boju.

Ostatnio opisałam Wam założenia projektowe (kolorystyczne, stylistyczne i funkcjonalne) projektu BLUEWOOD (link do posta >>>). Jeśli nie czytaliście wstępu, to zachęcam Was do retrospekcji, a następnie kontynuowania lektury tutaj. Będziecie wtedy wiedzieli o czym w ogóle mówię poniżej :)



STARY PARKIET BUKOWY


Rodzice mieli zamontowany w salonie, jadalni oraz holu, który prowadził do kilku sypialni, parkiet bukowy. Historia tego parkietu jest bardzo burzliwa. Przede wszystkim musicie wiedzieć, że parkiet był bukowy, a nie dębowy czy jesionowy. Sam ten fakt już utrudnił całą sprawę. Podłoga była położona 18 lat temu i przyklejona klejem do betonowej posadzki, a klej był chyba mocniejszy niż patexfix. Ale to nie wszystko. Jakieś 10-12 lat temu część parkietu była przekładana na nowo. Wszystko dlatego, że, przyznaję się bez bicia, kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami jako studentka, niechcący rozpaliłam ognisko na środku salonu, próbując zapalić ogień w kominku (a mówiłam tacie, że z ogniem mi nie po drodze) :) Ten się jednak uparł, bo dogrzewaliśmy wtedy dom właśnie kominkiem, i prosił, abym w nim paliła, kiedy zostaję w domu na dzień. Uczyłam się wtedy do sesji, więc kiedy kominek nie grzał - marzłam.. Nie będę Wam opowiadać wszystkiego w szczegółach, ale uwierzcie mi - stało się to niechcący i… naprawdę było ognisko na środku parkietu zamiast w kominku. Na szczęście szybko zgasło i nic się nie stało, no może oprócz punktowego zniszczenia parkietu (na środku salonu). Już wtedy okazało się, że nigdzie nie można zdobyć tego parkietu bukowego, a to ze względu na nietypowy wymiar klepki. Okazało się też, że jedyne wyjście z sytuacji - to zabrać stary parkiet z holu, aby uzupełnić wypaloną dziurę w salonie. Natomiast w tymże holu rodzice postanowili położyć innego rozmiaru parkiet bukowy, oddzielając obie podłogi listwą. A więc przy tegorocznym remoncie mieliśmy do czynienia nie z jedną klepką parkietową, ale z dwoma.

Pierwotny pomysł by taki, aby podłoga została wycyklinowana i zalakierowana lekko rozjaśniającym matowym lakierem, po to, by pozostawić naturalny kolor buku. NIESTETY, sprawa okazała się niemożliwa z kilku przyczyn:

  1. Powiększając salon o jedną sypialnię, dołożyliśmy do niego 10m2 podłogi, która musiałaby być uzupełniona parkietem. Dodatkowo, wyburzając stary kominek - powstała dziura w parkiecie na środku nowego salonu. Poprosiliśmy o pomoc trzech różnych fachowców od podłóg drewnianych, którzy przeszukali pół Polski, aby znaleźć rozmiar starej klepki, ale niestety nikt takiej już nie produkuje. Natomiast struganie tego u stolarza na zamówienie?… Możecie sobie tylko wyobrażać ile by to kosztowało, a okres oczekiwania… kilkanaście miesięcy.

  2. Na dodatek, teraz połączenie dwóch rodzajów parkietów wychodziło w bardzo niekorzystnym miejscu, ponieważ w przestrzeni nowego salonu… nie miało być już podziału między przedpokojem a salonem. Więc, tak naprawdę, była potrzeba, aby dokupić trochę identycznego parkietu, co, jak pisałam wyżej - nie było możliwe.

  3. Do tego wszystkiego wyszła nam różnica poziomów między salonem a starą sypialnią, co komplikowało sprawę jeszcze bardziej.

  4. Jeśli chodzi o kolor podłogi, to również ryzykowalibyśmy - ani mama, ani ja nie chciałyśmy, aby po cyklinowaniu parkiet miał znowu ten sam kolor (żółty). Dlatego wolałyśmy, aby drewno wybielić lub wyługować, nie całkowicie, ale delikatnie, by pozbyć się żółci i różu. Każdy z trzech fachowców odradzał nam to jednak, ponieważ buk to drewno, które nie barwi się jednolicie, a prócz tego - zwłaszcza przy parkiecie - może się okazać, że jedne klepki będą wchłaniać kolor inaczej niż drugie i powstanie barwna mozaika. Tak że ten pomysł upadł bardzo szybko. Pozostało nam lakierowanie w wykończeniu matowym, które nasyca kolor drewna tak mocno jak stary lakier. Ale tak naprawdę - nikt nie mógł zagwarantować żądanego koloru podłogi. Na pewno robilibyśmy próbki… nic z tego nie wychodziło…

  5. Na koniec dochodziła jeszcze kwestia cyklinowania starego lakieru… wszyscy trzej fachowcy od podłóg drewnianych zgodnie twierdzili, że podłoga po wycyklinowaniu może się rozejść, ponieważ do tej pory była szczelnie ‘zamknięta’ pod warstwą chemicznego i starego lakieru. Natomiast zastosowanie obecnie dozwolonych lakierów, czyli bardziej ekologicznych i umożliwiających parkietowi oddychanie, z czasem spowoduje, że stary parkiet zacznie się rozsychać i powstaną milimetrowe (albo i większe) szczeliny na jego łączeniu. A uwierzcie mi, że o ile rozsychająca, stara i olejowana podłoga ma swój urok, o tyle lakierowany parkiet z takimi szczelinami - to po prostu wizualna tragedia.

Podsumowując i biorąc wszystko pod uwagę (po to, aby uratować stary parkiet) - ostatecznie jednak zdecydowaliśmy, choć z ciężkim sercem, że wymienimy podłogę na nową.

I powiem Wam, że całe szczęście, bo w praktyce zobaczyliśmy, że parkiet, niestety, nie dał się bezinwazyjnie odkleić od betonowej posadzki. Nasz plan zakładał, że część parkietu zdejmiemy i przełożymy w nowe miejsce… ale już po pierwszych godzinach prac remontowych było wiadomo, że i ten plan by nie wypalił.

Klej pozostawał i na klepce, i na betonie… ostatecznie musiał być zeszlifowany z posadzki. Dopiero potem można było wylać posadzkę samopoziomującą, aby wyrównać poziomy podłóg. I to okazało się najlepszym, co można było zrobić w tej sytuacji.


WYBÓR WKŁADU KOMINKOWEGO

W nowym projekcie był przewidziany narożny kominek. Należało więc wybrać nowy wkład kominkowy. Mój tato podjął się zadania, ale, jako że budżet projektu był już napięty, postanowił wypróbować sił w Castoramie. Skończyło się zakupem, delikatnie mówiąc - niekontrolowanym :) Jak widzicie na zdjęciu poniżej, mój tato wybrał, zwyczajnie, za mały wkład kominkowy: Nie dosyć, że w stosunku do proporcji ściany wyglądał komicznie, to jeszcze w środku można było zmieścić zaledwie dwa kawałki drewna… załamka! Ale jak to na budowie bywa: wkład był, więc wykonawca go zamontował i działał dalej. Dopiero kontrola na budowie, w postaci mojej osoby, zauważyła, że: “HOUSTON MAMY PROBLEM!” I wówczas, pomimo tego, że prace były już zaawansowane, rodzice podjęli mądrą decyzję, aby wkład wymienić. I tutaj kochani APEL do wszystkich remontujących… PAMIĘTAJCIE… jeśli jesteście jeszcze w czasie remontu, to NIGDY nie jest za późno na zmianę decyzji. Wiem, że często szkoda nam czasu albo pieniędzy, aby coś zamienić czy poprawić. Bardzo często też machamy ręką i stwierdzamy, że “już za późno”, że “niech tak będzie”, że “jakoś będę z tym żyć”. NIE!!! Nie róbcie tak! Każdy ma prawo się pomylić i każdy ma prawo naprawić tę pomyłkę. Póki jeszcze wykonawca nie zszedł z budowy, a Wy nie wysprzątaliście po nim mieszkania na gotowe, to ZAWSZE jest czas, aby przesunąć włącznik światła, zmienić instalację grzewczą, przesunąć ścianę z płyt gk czy wymienić wkład kominkowy. U nas też dyskusje o tej zmianie trwały chyba z dobry tydzień, ale na szczęście wkład został oddany do Castoramy, a nowy LUCY 14 SLIM z kratki.pl (link do wkładu >>>) - zamówiony i zamontowany.

Nowy wkład kominkowy LUCY 14 SLIM też nie jest jakimś głębokim, standardowym, ale jest dużo wyższy i szerszy, tutaj mieści się już kilka kawałków drewna. Zresztą, pokazywałam Wam już efekt końcowy tego kominka (zobaczcie tutaj >>>).


POSTĘP PRAC

Po wykonaniu posadzek, przyszła pora na wykonanie zabudowy z karton-gipsu. W salonie powstała wnęka na zabudowę stolarską pod TV, w jadalni - ściana z wnęką na półki dekoracyjne, a przestrzeń za starym kominem została zamknięta, aby powiększyć kuchnię i obniżyć w niej sufit.

Następnie przyszła pora na montaż listew styropianowych sufitowych. W projekcie użyłam listew przysufitowych PROFILINE LX141 firmy Nomastyl. Na ścianach powstała prosta lamperia składająca się: z górnej listwy LPC-14 firmy Creativa na wysokości 90cm od posadzki; oraz z dolnej listwy LPC-03 firmy Creativa na wysokości 25cm od posadzki. Natomiast wokół okien zamontowaliśmy listwy płaskie polimerowe LPC-05 firmy Creativa. Wszystkie listwy zawsze zamawiam na www.efekciarnia.pl (link do sklepu online >>>). Oczywiście w tym czasie ściany i sufity zostały wyszpachlowane i przygotowane pod malowanie.

Następnie było malowanko. Jak zawsze użyliśmy farb Flugger. Na suficie mamy farbę sufitową Flutex 2s w kolorze H12 (Off white), na ścianach w kuchni też biel, też H12, tylko rodzaj farby inny (odporny), czyli Dekso 5. Lamperia jest w kolorze delikatnego błękitu, a malowana farbą Dekso 5 w kolorze 4472. Reszta salonu - w moim ostatnio ulubionym i dlatego wszechobecnym: jasnym i ciepłym kolorze szarości - IN-706 (też Dekso 5).

Na tym etapie mogliśmy jeszcze pomalować drzwi wewnętrzne, ale ponieważ to miał wykonać własnoręcznie mój tato, a nie wykonawca, stwierdził, że zrobi to po zakończeniu głównych prac… na spokojnie… i zrobił :) pięknie i fachowo!


KUCHNIA

W kuchni było mniej roboty. Po ściągnięciu starych płytek podłoga czekała na montaż nowych. Ściany wystarczyło otynkować na równo i podszpachlować w widocznych miejscach, oraz przemalować je na biało. Zdecydowaliśmy, że za zabudową nie będziemy gładzić ścian. I tak wszystko będzie zakryte albo szafkami, albo płytkami ściennymi.

Od tego momentu czekał nas tylko montaż podłogi drewnianej w salonie, kafelków w kuchni i cegiełki na kominku. O tym ostatnim już Wam pisałam (zobaczcie tutaj >>>), a o pozostałych dwóch chcę napisać osobno, więc wypatrujcie kolejnego posta.

buźka


See this gallery in the original post